Zespół NaCzarter
· Zaktualizowano
Pierwszy rejs bez stresu: trasa, która uczy, a nie straszy
Jeśli macie świeży patent albo pierwszy raz bierzecie jacht na siebie, najspokojniejsza trasa na tydzień z Giżycka to Kisajno, Niegocin, kanały na Tałty i Mikołajki, a potem powrót tą samą drogą. Krótkie odcinki, osłonięte wody i port co godzinę, dwie drogi. Śniardw nie przechodzicie, do śluzy Guzianka w szczycie sezonu się nie ustawiacie, po ciemku nie płyniecie. To nie jest trasa pod ambicje. To trasa pod to, żeby po tygodniu chcieć wrócić.
Wypuszczamy załogi z Portu Royal w Giżycku od dwudziestu pięciu lat i widać jedną prawidłowość. Pierwsze rejsy psuje nie pogoda, tylko plan. Ktoś sobie wymyśla Mikołajki w drugi dzień, Ruciane w czwarty, Węgorzewo w piąty, a potem cała załoga siedzi z nosem w zegarku zamiast patrzeć na wodę. Dobry pierwszy rejs ma nauczyć dwóch rzeczy: spokoju przy cumowaniu i czytania wiatru. Reszta przyjdzie sama, w kolejnym sezonie.
Kisajno na rozgrzewkę, czyli dwa dni bez ciśnienia
Pierwszego dnia nigdzie się nie płynie. Serio. Odbiór jachtu, zakupy, rozłożenie się w kabinach, a jak zostanie czas, to krótkie wyjście na Kisajno i powrót. Godzina, może dwie. Chodzi o to, żeby poczuć, jak łódka reaguje na ster i na silnik, zanim będzie to potrzebne w wąskim miejscu.
Kisajno jest do tego zrobione. Osłonięte, poszarpane brzegi, mnóstwo zatok, w których wiatr siada, a baza jest kilkadziesiąt minut od każdego punktu. Jak coś pójdzie nie tak, wracacie albo dzwonicie i ktoś przyjeżdża. Ten komfort w pierwszych dniach jest wart więcej niż najładniejszy widok. Więcej o samym akwenie zebraliśmy w przewodniku po jeziorze Kisajno.
Drugiego dnia ćwiczycie kotwiczenie. Wybieracie zatokę osłoniętą od wiatru, poza torem wodnym, i rzucacie kotwicę na linie z porządnym zapasem. Na jachtach czarterowych jest lina, nie łańcuch, więc wypuszcza się jej więcej, niż podpowiada intuicja. Na noc zapalacie światło kotwiczne.
Do tego dwie rzeczy, o których nowe załogi zapominają. Część wysp na Kisajnie to rezerwat, na brzeg się tam nie schodzi i biwaku nie rozbija. Śmieci i fekalia zdajecie w porcie, do jeziora nie leci nic. I grill: na pokładzie jachtu czarterowego się nie grilluje, od tego są miejsca wyznaczone na lądzie.
Niegocin i postój w Giżycku
Trzeciego dnia przechodzicie kanałem pod mostem obrotowym i wychodzicie na Niegocin. To pierwsza większa otwarta woda na trasie i pierwsza okazja, żeby zobaczyć, jak zmienia się fala, kiedy nad wodą nie ma osłony. Odcinek krótki, dwie, trzy godziny w spokojnym tempie, więc nawet jak zawieje, nic strasznego się nie dzieje.
Most obrotowy ma swoje godziny otwarcia. Sprawdzacie je rano i planujecie wyjście tak, żeby przy nim nie dryfować w kółko razem z innymi łódkami. To dobra lekcja na cały rejs: pod infrastrukturę się podchodzi, nie odwrotnie.
Cumowanie w mieście robi się przy widowni i lepiej pomyśleć o tym wcześniej niż na podejściu. Przypływajcie wcześnie. Po piętnastej miejsca znikają, a wy manewrujecie na resztkach przestrzeni, przy ludziach z kawą na pomoście. Przed południem port jest pusty, macie wolne stanowiska do wyboru i nikogo, kto patrzy. Wieczorem w porcie obowiązuje cisza nocna, więc kolacja na pokładzie tak, głośna muzyka nie.
Kanały i Tałty do Mikołajek
Czwarty dzień to najładniejszy odcinek szlaku, a przy tym jeden z najbezpieczniejszych. Kanały i Tałty są wąskie, osłonięte lasem, wiatr praktycznie nie ma jak rozpędzić fali. Płynie się na silniku, trzyma prawej strony toru i mija jednostki idące z naprzeciwka lewymi burtami. Nudne, w najlepszym sensie tego słowa.
W Mikołajkach dobijacie do portu i tam cumuje się na dalby albo na muring. Kotwicy w porcie się nie rzuca, kotwica jest od dzikich miejsc. Muring łapiecie bosakiem od rufy i przechodzicie z nim wzdłuż burty na dziób. Kto zrobi to raz na spokojnie, drugi raz zrobi bez zastanowienia. Podejścia przećwiczcie wcześniej, przy pustym pomoście, a przed rejsem przejrzyjcie manewry portowe na silniku.
Piąty dzień zostawiacie pusty. Na pogodę, na zaspanie, na to, że komuś się spodoba miasteczko. Jak wiatr przyjdzie, siedzicie w porcie i nic nie tracicie. Jak nie przyjdzie, robicie krótką pętlę po Tałtach. Ten jeden pusty dzień jest różnicą między rejsem a wyścigiem.
Powrót tą samą drogą
Szósty i siódmy dzień to droga w drugą stronę, tylko już znajoma. Te same kanały, ten sam Niegocin, ten sam most. Załoga, która trzy dni wcześniej spinała się przed każdym podejściem, teraz robi to bez komentarza. Do bazy wracacie wieczorem przed dniem zdania jachtu, nie w ostatniej godzinie. Kaucja rozlicza się na miejscu gotówką, tak samo jak opłaty płatne przy odbiorze, więc nie ma sensu wpadać na łeb na szyję.
Czego świadomie nie robimy za pierwszym razem
Śniardw nie przechodzimy. Przy wietrze budują krótką, stromą falę, która wchodzi na pokład i wybija załodze z głowy całą przyjemność. To nie jest lekcja na pierwszy tydzień. Śluzy Guzianka nie zgrywamy w szczycie sezonu, bo to kolejka i ciasne manewry na oczach całego portu. Nocą nie płyniemy. W dzień widać dalby, boje i innych, w nocy nie widać nic, a mielizna nie ma świateł.
Cztery zasady, które ratują pierwszy rejs
Odcinki po dwie, trzy godziny, maksymalnie cztery. Do portu wpływacie przed piętnastą. Pierwsze cumowanie ćwiczycie przy pustym pomoście, nie przy pełnym. I jeden dzień w planie zostaje wolny. Cztery zdania, a robią więcej niż każdy kurs.
| Dzień | Odcinek | Umiejętność, którą ćwiczysz |
|---|---|---|
| 1 | Port Royal, krótkie wyjście na Kisajno | Wyjście z portu i powrót, praca silnikiem |
| 2 | Zatoki Kisajna | Kotwiczenie na linie, nocleg w osłoniętej zatoce |
| 3 | Kisajno, most obrotowy, Niegocin i Giżycko | Otwarta woda, godziny mostu, cumowanie w mieście |
| 4 | Kanały, Tałty, Mikołajki | Wąskie przejścia, mijanki, muring i dalby |
| 5 | Dzień zapasowy w Mikołajkach | Czytanie prognozy i decyzja, czy w ogóle wychodzić |
| 6 | Mikołajki, Tałty, Niegocin | Powtórka trasy bez mapy pod nosem |
| 7 | Niegocin, Kisajno, powrót do bazy | Podejście do własnego stanowiska bez pośpiechu |
Nikt nie zacumował ładnie za pierwszym razem
Jeszcze jedno, bo to najważniejsze. Ci wszyscy ludzie, którzy stoją na pomoście i patrzą, jak podchodzicie, też kiedyś wchodzili w stanowisko bokiem, z odbijaczem na złej burcie i krzykiem na dziobie. Co do jednego. Różnica polega tylko na tym, ile razy to powtórzyli. Jak pierwsze podejście nie wyjdzie, odchodzicie i robicie drugie. Nikt tego nie liczy, a jak liczy, to znaczy, że dawno nie pływał.
Najczęstsze pytania
Ile dni potrzeba na pierwszy rejs? Tydzień. Turnusy na Mazurach są zwyczajowo sobotnie, sobota do soboty, i taki termin jest dla początkujących najlepszy. Krótsze terminy bywają dostępne poza szczytem sezonu, ale przy pięciu dniach zaczyna się gonitwa, a o to właśnie nie chodzi.
Czy na pierwszy rejs trzeba mieć patent? Na jacht żaglowy tak, na przykład na Antilę 33 czy Maxusa 33.1 RS. Jeśli patentu nie ma nikt w załodze, zostaje houseboat, na przykład Stillo 30 albo Stillo 31, którym można pływać bez uprawnień. To pływający dom z płaskim dnem, bez żagli, za to mocno czuły na boczny wiatr przy manewrach w porcie. Całą procedurę opisaliśmy w poradniku o pierwszym czarterze jachtu.
Co, jeśli nie umiem cumować? Nikt nie umie, dopóki nie zacumuje. Pierwsze podejścia róbcie przy pustym pomoście, wcześnie po południu, przy słabym wietrze. Rozdzielcie role przed manewrem: kto trzyma ster, kto podaje linę, kto łapie muring bosakiem od rufy. Cisza na pokładzie pomaga bardziej niż siła.
Czy brać sternika na pierwszy raz? To dobry pomysł, jeśli patent macie świeży albo załoga jest mieszana, z dziećmi na pokładzie. Sternik to usługa dodatkowa, płatna osobno, i przez kilka pierwszych dni ustawia rutynę, pokazuje manewry i zdejmuje z was decyzje pogodowe. Szczegóły zebraliśmy w tekście o czarterze ze sternikiem na Mazurach.
Zdjęcie na okładce: NaCzarter.pl (flota własna)



