Zespół NaCzarter
· Zaktualizowano
Jeden dzień na Mazurach: ile realnie zdążysz
Odpowiem od razu, żeby nikt nie planował za dużo. W jeden dzień na wodzie zobaczysz jedno jezioro, przy dobrym układzie dwa. Pętli nie zrobisz, Mikołajek nie dotkniesz, a do portu wrócisz wcześniej, niż ci się wydaje. Dzień na jachcie nie jest skróconą wersją tygodnia. To osobna rzecz: wyjście z portu, kilka godzin na wodzie, kąpiel, powrót. Kto podejdzie do tego z listą punktów do odhaczenia, będzie rozczarowany. Kto potraktuje to jak dzień nad wodą, tylko z własnym pokładem, wróci zadowolony.
Doba na jachcie od strony zegara
Zacznijmy od tego, co zjada czas. Odbiór jachtu to nie jest odebranie kluczyków. Podpisujesz umowę, robisz przegląd z bosmanem, zostawiasz zwrotną kaucję gotówką, płacisz opłaty obowiązkowe na miejscu i przechodzisz szkolenie. Przy houseboacie bez patentu bosman pokaże ci sterowanie, cumowanie, kotwiczenie i to, jak łódka reaguje na wiatr. Nie da się tego zrobić w kwadrans, bo potem sam stoisz za sterem.
Załóż, że pierwsza część dnia idzie na formalności, rozpakowanie i zakupy. Zostaje kilka godzin na wodzie. Do tego dochodzi powrót, bo zdanie jachtu też ma swoją godzinę i też trwa: przegląd, sprzątnięcie, rozliczenie kaucji. U nas z pełnego dnia zostaje zwykle pół dnia swobody. W tym mieści się kąpiel, obiad na pokładzie i jedno przejście. Jedno, nie trzy.
Druga rzecz to prędkość. Houseboat płynie wolno i tak ma być. To, co na mapie wygląda na rzut beretem, na wodzie zajmuje grubo więcej czasu, niż zakładasz. Jak dołożysz most obrotowy w Giżycku, który otwiera się o wyznaczonych godzinach, plan robi się sztywny. Trafienie w dwa otwarcia, w jedną i w drugą stronę, potrafi zjeść całe popołudnie.
Trzy warianty na dzień
1. Krótki skok na sąsiednie jezioro
Wychodzisz z Portu Royal na Kisajnie, przechodzisz przez Giżycko pod mostem, wyskakujesz na Niegocin i wracasz. Albo idziesz dalej kanałem na Tajty, gdzie jest kilka portów: Port Hotelu Tajty w Wilkasach, Yacht Port Piękna Góra, Port Wrony, Port Koncha. Tajty to woda, na której mamy 41 jednostek, więc ruch bywa spory, ale za to jest gdzie stanąć i coś zjeść. To wariant dla kogoś, kto chce mieć poczucie, że gdzieś popłynął. Warunek: pilnujesz godzin mostu i wracasz z zapasem, nie na styk.
2. Wyjście na jedną większą wodę i powrót
Z Kisajna idziesz na północ, bez mostu i bez kanałów, prosto w stronę Mamr. Widok robi się od razu inny: więcej przestrzeni, mniej zabudowy, wiatr wieje pełniej. Tylko trzeba mieć głowę. Mamry przy silniejszym wietrze budują krótką, stromą falę, w którą houseboat z płaskim dnem i wysoką burtą wchodzi nieprzyjemnie. Jak wieje, zostajesz na Kisajnie i to też jest sensowny dzień. Na Kisajnie stoi 114 naszych jednostek, jest nasza baza, Stanica Wodna Stranda i OW Łabędzi Ostrów, więc miejsc na postój nie brakuje.
3. Rezygnacja z przelotu
Najbardziej niedoceniany wariant. Wychodzisz z portu, płyniesz kawałek do osłoniętej zatoki, rzucasz kotwicę i zostajesz. Cały dzień. Kąpiel, drzemka, drugie śniadanie o czternastej, dzieci skaczą z platformy rufowej. Pamiętaj, że na czarterowym jachcie masz linę kotwiczną, nie łańcuch, więc wybierasz miejsce osłonięte od wiatru i wypuszczasz odpowiedni zapas. Jak zostajesz na noc, świeci się światło kotwiczne. Więcej o samym kotwiczeniu napisaliśmy w tekście o nocy na kotwicy.
| Wariant dnia | Co zobaczysz | Dla kogo |
|---|---|---|
| Krótki skok na sąsiednie jezioro | Dwa akweny, most obrotowy od wody, port z knajpą po drodze | Ekipa, która chce poczuć, że gdzieś popłynęła |
| Jedna większa woda i powrót | Otwartą przestrzeń, brzegi bez zabudowy, prawdziwy mazurski widok | Ci, którzy chcą pływać, a nie manewrować w kanałach |
| Dzień na kotwicy w zatoce | Jedną zatokę, ale porządnie: wodę, ciszę, kąpiel bez pośpiechu | Rodziny z małymi dziećmi i wszyscy zmęczeni planowaniem |
Czego przy jednym dniu nie robić
Nie gonisz do Mikołajek, bo na mapie wyglądają blisko. W praktyce to całodzienne pływanie w jedną stronę, przez kilka akwenów i kanałów. Przy jednodniowym czarterze skończy się tym, że będziesz płynąć na czas, patrząc na zegarek zamiast na wodę.
Nie planujesz śluzy Guzianka. Śluza ma godziny pracy, a jak trafisz na tłok w sezonie, czekasz na swoją kolej. Jednodniowy plan nie ma miejsca na czekanie.
Nie wychodzisz na Śniardwy przy wietrze. Śniardwy przy silnym wietrze budują krótką stromą falę, którą przechodzi się rano albo się jej nie przechodzi wcale. Przy jednym dniu i tak nie ma po co tam iść, bo doba nie starcza na dojście i powrót.
I nie planujesz trzech postojów. Każde cumowanie coś kosztuje w czasie. W porcie stajesz na dalby albo na muring: muring łapiesz bosakiem od rufy i przechodzisz z nim wzdłuż burty na dziób. Pierwszy raz zajmuje to dużo dłużej, niż zakładasz.
Dla kogo dzień na wodzie ma sens
Pierwsza grupa: sprawdzacze. Ktoś myśli o tygodniu, ale nie wie, czy rodzina to wytrzyma. Dzień na jachcie odpowiada na to pytanie taniej i szybciej niż tydzień. Zobaczysz, czy dzieciom się podoba i czy w ogóle lubisz spać na wodzie. Porównanie obu opcji rozpisaliśmy w tekście czarter na dobę czy na tydzień.
Druga: rodziny z naprawdę małymi dziećmi. Tydzień na łódce z dwulatkiem to projekt, nie wakacje. Doba to wycieczka, którą da się przerwać.
Trzecia: ekipa, która chce popływać, a nie podróżować. Kąpiel, grill w wyznaczonym miejscu, wieczór na pokładzie. Nikt nie musi nigdzie dopłynąć.
Jeżeli jesteś przed pierwszym czarterem, zajrzyj wcześniej do poradnika o pierwszym czarterze. Połowa stresu pierwszego dnia bierze się z rzeczy, o których nikt wcześniej nie powiedział.
Uczciwie: dzień to głównie postoje
Najczęstszy błąd wygląda tak. Ludzie planują dzień, żeby zobaczyć jak najwięcej, płyną od rana, po południu orientują się, że trzeba wracać, i nikt nie wszedł do wody. Wieczorem zostaje wrażenie, że „popłynęliśmy i tyle”. A najlepsze godziny na jachcie to te z wyłączonym silnikiem. Kotwica trzyma, ktoś skacze z rufy, ktoś robi kanapki, dzieci suszą się na dziobie.
Dlatego przy jednym dniu odwracam proporcje. Najpierw wybierasz miejsce, w którym chcesz stanąć. Potem pytasz bosmana, ile do niego realnie płyniesz tą konkretną łódką. Jak wychodzi daleko, wybierasz bliższe. Reszta dnia sama się ułoży.
I jeszcze jedno. Jeśli po tym dniu poczujecie niedosyt, to nie znaczy, że dzień był zły. To znaczy, że następnym razem bierzecie weekend. Trzy dni zmieniają wszystko, bo pierwszy dzień przestaje być całym czarterem, a staje się tylko rozgrzewką. Gotowy plan na taki wyjazd mamy w tekście weekend na Mazurach.
Na koniec rzecz oczywista. Mazury to obszar chroniony, więc śmieci i fekalia zdajesz w porcie, nie za burtą. Grill tylko tam, gdzie wolno. Jeden dzień to ta sama odpowiedzialność co tydzień.
Najczęstsze pytania
Czy da się wynająć jacht na jeden dzień? Da się, choć w szczycie sezonu jest z tym trudniej, bo turnusy są zwyczajowo sobotnie i tygodniowe. Poza szczytem oraz w luki między rezerwacjami krótkie terminy pojawiają się regularnie. Najlepiej pytać o konkretną datę, bo dostępność zmienia się z dnia na dzień.
Ile realnie się płynie w ciągu doby? Po odjęciu odbioru, szkolenia i zdania jachtu zostaje mniej więcej pół dnia swobody, a z tego na samo płynięcie idzie może połowa. Resztę zjada postój, kąpiel i powrót przed godziną zdania.
Czy zdążę się wykąpać? Tak, pod warunkiem że kąpiel jest w planie, a nie „jak wyjdzie”. Wybierz jedną zatokę, stań na kotwicy i zaplanuj tam spory kawałek dnia. Wtedy kąpiel się zdarzy.
Czy zamiast doby lepiej wziąć weekend? Jeśli chcecie gdzieś dopłynąć, to zdecydowanie tak. Weekend daje jedno pełne pływanie i nocleg w porcie albo na kotwicy, a to zupełnie inne doświadczenie. Doba ma sens, gdy chcecie sprawdzić klimat albo po prostu spędzić dzień nad wodą z własnym pokładem.
Jaki jacht wziąć na jeden dzień? Houseboat bez patentu, bo nie tracicie czasu na papiery i uprawnienia. U nas w Porcie Royal stoi Nautiner 40 z 2019 roku: 12,7 metra, trzy kabiny, do ośmiu osób. Dla mniejszej ekipy lepiej sprawdzi się Sun Camper 35 Flybridge, czyli 10,6 metra, dwie kabiny, siedem osób i drugie stanowisko sterowe na dachu, z którego widać znacznie więcej.
Zdjęcie na okładce: Kleszczu at Polish Wikipedia — CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons



