Zespół NaCzarter
Da się manewrować w porcie bez stresu?
Da się. Cała tajemnica manewrów portowych to plan zrobiony przed falochronem, prędkość tak mała, jak się tylko da, i załoga, która zna swoje zadania, zanim jacht wejdzie między pomosty. Nic więcej. Żagle po kursie ogarnia prawie każdy. Spina przychodzi w porcie, bo jest ciasno, wieje, a z pomostu patrzą wczasowicze z lodami. Po 25 latach wydawania jachtów widziałem tysiące podejść i jedno wiem na pewno: dobre manewry są nudne. Powolne, ciche i bez krzyku.
Jeśli dopiero planujesz pierwszy rejs, zajrzyj najpierw do poradnika o pierwszym czarterze. A tutaj bierzemy na warsztat samo wchodzenie i wychodzenie z portu na silniku, krok po kroku.
Krok 1: plan przed falochronem, nie w boksie
Najczęstszy błąd początkujących wcale nie dzieje się w boksie. Dzieje się chwilę wcześniej, kiedy jacht wchodzi do portu bez planu. Zanim miniesz falochron, zwolnij i odpowiedz sobie na trzy pytania.
- Skąd wieje? Popatrz na flagi, na wodę, na to, jak stoją inne jachty.
- Gdzie jest wolne miejsce i którędy do niego podejdziesz?
- Którą burtą staniesz i czy wchodzisz rufą, czy dziobem?
Decyzję podejmujesz przed wejściem. W boksie jest już za późno na myślenie, tam się tylko wykonuje plan. Jak nie widzisz miejsca z daleka, przejdź wolno wzdłuż pomostów, obejrzyj port i dopiero wtedy podchodź. Nikt ci czasu nie mierzy.
Krok 2: „tak wolno, jak się da, tak szybko, jak trzeba”
Stara zasada i działa zawsze. Prędkość manewrowa to najmniejsza prędkość, przy której jacht jeszcze słucha steru. Wolno znaczy: masz czas na reakcję, na poprawkę, na spokojne słowo do załogi. A jak przy takiej prędkości dotkniesz pomostu odbijaczem, to nic się nie stało. Dosłownie nic.
Kiedyś patrzyłem, jak sternik wchodził w boks na pół gazu, bo „wiatr go gonił”. Wyhamował dopiero o burtę sąsiada. Ten sam manewr na wolnych obrotach skończyłby się lekkim dotknięciem odbijacza i uściskiem dłoni na pomoście. Gazu używasz krótkimi impulsami, tylko wtedy, kiedy potrzebujesz sterowności. Nie na stałe.
Krok 3: załoga wie, co robi, zanim wejdziecie
Odprawa trwa chwilę i robi się ją na wolnej wodzie, nie w główkach portu. Odbijacze wywieszone z tej burty, którą staniecie. Cumy wyklarowane na dziobie i na rufie, gotowe do podania. Każdy ma jedno zadanie i wie jakie. Jedna osoba na cumie dziobowej, druga na rufowej, to wystarczy.
I rzecz najważniejsza: nikt nie skacze na pomost. Nigdy. Cumę się podaje osobie na pomoście albo spokojnie wychodzi z jachtu, kiedy burta już stoi przy pomoście. Skok z ruszającego się jachtu na deski to najprostsza droga do kontuzji na całym rejsie. A jak cuma trafi na pomost, wystarczy ją porządnie obłożyć: jak to zrobić, pokazujemy w artykule o knadze.
Krok 4: wiatr rządzi, ty z tego korzystasz
Mazurski jacht czarterowy jest lekki. Wiatr znosi go bokiem szybciej, niż podpowiada intuicja, a dziób ucieka pod wiatr, zanim zdążysz zareagować. Nie walcz z tym, tylko to wykorzystaj. Jak masz wybór, podchodź pod wiatr: wtedy wiatr hamuje cię za darmo i często wystarczy zdjąć gaz, żeby jacht sam stanął tam, gdzie chcesz. Podejście z wiatrem w plecy to jazda z górki bez hamulców. Zostaw je sobie na czas, kiedy nabierzesz wprawy.
Krok 5: wsteczny i efekt śruby
Śruba na biegu wstecznym nie tylko hamuje. Ściąga też rufę w bok, na danym jachcie zawsze w tę samą stronę. To się nazywa efekt śruby i na każdym jachcie działa trochę inaczej. Dlatego pierwszego dnia czarteru, na spokojnej wodzie, zrób prosty test: zatrzymaj jacht, wrzuć wsteczny i patrz, w którą stronę idzie rufa. Od tej chwili to wiesz i możesz na tym grać. Dobijasz tą burtą, na którą śruba ściąga rufę, i wsteczny sam dosuwa cię do pomostu. Walka z efektem śruby to przegrana sprawa. Współpraca z nim to darmowa pomoc przy każdym dobiciu.
W boksie: dalby albo muring, nigdy własna kotwica
W mazurskich portach stoisz prostopadle do pomostu, na dalbach albo na muringu. Dalby to pale przed pomostem: cumy zakładasz na nie w przelocie, wchodząc w boks, zgodnie z tym, jak stoisz, rufą albo dziobem. Muring to lina z dna: łapiesz ją bosakiem od rufy, przy pomoście, i przechodzisz z nią na dziób. Własnej kotwicy w porcie się nie rzuca. Kotwica jest na dzikie kotwicowiska, o których piszemy w poradniku o kotwiczeniu.
Czy stawać rufą, czy dziobem? Jak ci wygodniej i jak stoi boks. Miejsca zajmujesz dokładnie tyle samo. Rufą masz łatwiejsze zejście na pomost, dziobem więcej spokoju w kokpicie. Całe podejście rufą rozpisaliśmy w osobnym tekście: cumowanie rufą do pomostu krok po kroku.
Wychodzenie z portu: ten sam plan, odwrotna kolejność
Wyjście planujesz tak samo jak wejście: skąd wieje, w którą stronę chcesz obrócić jacht, kto co robi. Cumy zdejmujesz po kolei, nie wszystkie naraz. Ostatnia zostaje ta, która trzyma jacht pod wiatr, bo ona pracuje do samego końca. Zdejmiesz ją za wcześnie i wiatr położy ci dziób na sąsiada, zanim w ogóle ruszysz. Jak wszystko gotowe, odchodź zdecydowanie, jednym płynnym ruchem, bez szarpania gazem. Chwila mocniejszych obrotów, żeby jacht ruszył, i z powrotem na wolne.
Nie wyszło podejście? Kółko i jeszcze raz
Najlepszy manewr, jaki widziałem w zeszłym sezonie, to było przerwane podejście. Sternik zobaczył, że wiatr spycha go na sąsiedni jacht, spokojnie dodał gazu, wyszedł na wolną wodę, zrobił kółko i wszedł drugi raz, tym razem czysto. Nikt się nie śmiał. Paru starych wyjadaczy pokiwało głowami z uznaniem.
Przerwane podejście to profesjonalizm, nie obciach. Najgorsze, co możesz zrobić, to forsować złe podejście, bo „już się zaczęło”. Na wolnej wodzie masz cały czas świata. W boksie masz sekundy. Wybór jest prosty.
Ściągawka: pięć kroków
| Krok | Co robisz | Częsty błąd |
|---|---|---|
| Plan | Decyzja o miejscu, burcie i kierunku podejścia przed falochronem | Wejście „na żywioł” i szukanie miejsca w ostatniej chwili |
| Prędkość | Wolne obroty, minimalna prędkość, przy której jacht słucha steru | Pół gazu „bo wiatr goni” i hamowanie o pomost |
| Załoga | Odbijacze z właściwej burty, cumy wyklarowane, każdy zna swoje zadanie | Krzyk w ostatniej chwili i skakanie na pomost |
| Dobicie | Podejście pod wiatr, krótkie impulsy gazu, cuma podana na pomost | Walka z wiatrem i efektem śruby zamiast ich wykorzystania |
| Wyjście | Cumy po kolei, ostatnia zostaje ta pod wiatr, zdecydowane odejście | Puszczenie wszystkiego naraz i dryf na sąsiada |
Najczęstsze pytania
Co robić, kiedy mocno wieje w burtę? Podchodź z zapasem po nawietrznej i pozwól, żeby wiatr sam dosunął jacht na miejsce. Jak port daje wybór, weź boks, do którego podejdziesz pod wiatr. A kiedy wieje naprawdę mocno, poproś o pomoc kogoś na pomoście. Na Mazurach to zupełnie normalne, sami tak robimy.
Dobijać dziobem czy rufą? Jak ci wygodniej i jak stoi boks. Prostopadle do pomostu mieści się dokładnie tyle samo jednostek, niezależnie od tego, czy stoisz rufą, czy dziobem. Rufą wygodniej schodzi się na ląd, dziobem bywa łatwiej podejść pod wiatr.
Co robić, jak silnik zgaśnie w porcie? Nic gwałtownego. Jacht przy prędkości manewrowej dryfuje powoli, masz czas. Wywieś odbijacze, przygotuj cumę i podaj ją na pomost, na dalbę albo komuś na sąsiednim jachcie. Silnik ogarniesz później. Panika psuje więcej niż zgaśnięty silnik.
Czy ćwiczyć manewry przed pierwszym wejściem do portu? Tak. Pierwszego dnia wyjdź na spokojną wodę i zrób kilka podejść do boi albo wolnego pomostu. Sprawdź wsteczny, efekt śruby i drogę hamowania swojego jachtu. Chwila ćwiczeń oszczędza nerwy na cały rejs.
Zdjęcie na okładce: Ludwig Schneider — CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons



