Zespół NaCzarter
Druga połowa żeglowania
Co się dzieje w mazurskim porcie po zacumowaniu? Zaczyna się druga połowa rejsu: grill w wyznaczonym miejscu, szanty przy gitarze, rozmowy na pomoście i tawerna dwadzieścia metrów od kei. Po 25 latach w tym biznesie mówię klientom wprost: rejs to w połowie żagle, a w połowie wieczory. I często to właśnie wieczory pamięta się dłużej niż halsy.
Jest taki moment, który zna każdy, kto pływał. Ostatnia cuma ląduje na knadze i całe napięcie dnia schodzi z ramion. Silnik gaśnie, robi się cicho, ktoś z sąsiedniego jachtu kiwa głową. Od tej chwili nikt już nigdzie nie płynie. Mapa idzie pod stół, a na pokład wychodzi się w klapkach.
Skąd się wzięły szanty i czemu śpiewa się je na jeziorach
Szanty to nie są piosenki turystyczne. To pieśni pracy z czasów wielkich żaglowców. Kilkunastu ludzi ciągnęło jedną linę albo pchało kabestan i potrzebowali wspólnego rytmu. Szantymen śpiewał zwrotkę, załoga odpowiadała refrenem i na refren szło szarpnięcie. Tak brzmiała praca na morzu, zanim tę robotę przejęły maszyny.
Na Mazurach nikt już liny w dwudziestu nie ciągnie, a szanty zostały. Bo mają jedną cechę, której nie ma żadna playlista: łączą pokolenia. Dziadek i wnuk znają te same refreny i śpiewają je przy tym samym pomoście. Wygląda to zawsze tak samo. Ktoś trzy jachty dalej wyciąga gitarę i po kwadransie śpiewa pół pomostu. Nikt nikogo nie zapraszał, nikt nie robił prób. Po prostu zadziałało.
Tawerny przy samych kejach
Większe porty mają knajpy tuż przy nabrzeżu. W Mikołajkach z kokpitu widać stoliki, w Giżycku tawerna potrafi być bliżej niż sanitariaty, a w Sztynorcie wieczorne życie kręci się praktycznie na kei. Nie będę tu układał rankingu, bo każdy ma swoją ulubioną i będzie jej bronił jak dobrego kotwicowiska. Zasada jest prosta: schodzisz z jachtu, siadasz przy stole, zamawiasz rybę i słuchasz, jak obok ktoś opowiada o dzisiejszym szkwale. Za trzecim razem opowieść ma już dwa razy więcej wiatru. I dobrze.
Grill: tylko w miejscach wyznaczonych
Tu będę nudny, bo muszę. Na pokładzie czarterowej łódki nie grillujemy. Nigdy. Laminat się topi i pali, pod pokładem stoi butla gazowa, a obok cumują inne jachty, burta w burtę. Otwarty ogień w takim zestawie to nie jest ryzyko, to jest proszenie się o nieszczęście. Dlatego w portach są miejsca wyznaczone: stanowiska na brzegu, z dala od łódek. Tam grill jest jak najbardziej na miejscu.
I szczerze, na brzegu jest po prostu lepiej. Zapach grilla niosący się nad pomostem to najskuteczniejsze zaproszenie na Mazurach. Działa lepiej niż telefon. Po dwudziestu minutach przy ruszcie stoją trzy załogi, każda coś przyniosła i nikt nie pamięta, czyja była karkówka. Co zabrać, żeby mieć czym częstować, opisałem w tekście o prowiancie na jacht.
Pomost, czyli najlepsza aplikacja pogodowa szlaku
Wieczorem pomost zamienia się w giełdę informacji. Kto szedł z Węgorzewa, mówi, jak wiało na Mamrach. Kto wraca ze Śniardw, ostrzega przed mielizną, na której siedział godzinę. Ktoś inny poleca smażalnię, w której karmią uczciwie. Najlepsza aplikacja pogodowa na szlaku to sąsiad z pomostu: ma dane z całego dnia i chętnie się nimi dzieli.
Dzieci załatwiają to jeszcze szybciej. Godzina po zacumowaniu i maluchy z trzech sąsiednich łódek są już jedną bandą, biegają po pomoście i mają własne, bardzo ważne sprawy. Dorośli potrzebują na to samo trochę dłużej i zwykle jednego grilla. A rano jest nagroda: „dzień dobry” od załogi, z którą wczoraj gadało się do ciszy nocnej. Na szlaku spotkacie się jeszcze dwa razy i za każdym razem będzie to powitanie starych znajomych.
Cisza nocna i kultura pomostu
Około 22, najpóźniej 23, muzyka i hałas schodzą. Tak jest w każdym mazurskim porcie i to nie jest przepis z regulaminu, tylko kultura pomostu. Śpiący obok też są na urlopie, a burta od burty dzieli czasem pół metra. Dobra załoga czuje ten moment sama: gitara idzie do pokrowca, rozmowa przechodzi na półgłos, a kto chce siedzieć dłużej, siedzi ciszej. Najlepsze rozmowy i tak zaczynają się właśnie wtedy, przy zgaszonym świetle, gdy słychać tylko fały stukające o maszty.
Wieczór w porcie w pigułce
| Element wieczoru | Jak to wygląda w praktyce |
|---|---|
| Tawerna | W większych portach tuż przy kei. Schodzisz z jachtu w klapkach i siadasz przy stole. |
| Grill | Tylko w miejscach wyznaczonych na brzegu. Na pokładzie czarterowej łódki nigdy. |
| Szanty | Jedna gitara wystarczy. Refren zna pół pomostu, reszta łapie po kwadransie. |
| Pomost | Giełda wiedzy: gdzie wiało, gdzie mielizna, gdzie dobrze karmią. Sąsiad wie wszystko. |
| Cisza nocna | Około 22-23 muzyka schodzi. Kto siedzi dłużej, siedzi po cichu. |
Najczęstsze pytania
Czy można grillować na jachcie czarterowym? Nie. Ogień, laminat i butla gazowa to zestaw, którego się nie łączy. Grillujemy tylko w miejscach wyznaczonych w portach i na polach biwakowych.
Do której można grać muzykę w porcie? Zwyczajowo do ciszy nocnej, czyli mniej więcej do 22-23. Potem rozmowy na półgłos. Śpiący obok też są na urlopie.
Czy trzeba znać szanty, żeby się załapać na wspólne śpiewanie? Nie. Szanty są zbudowane tak, żeby refren wchodził sam. Po dwóch zwrotkach śpiewasz jak reszta pomostu.
Gdzie wieczorem najwięcej się dzieje? W większych portach: Mikołajki, Giżycko, Sztynort. Tam tawerny stoją przy samych kejach i wieczorne życie kręci się na nabrzeżu.
Na koniec jedna rada z 25 lat wydawania jachtów: najlepszych wieczorów nie da się zaplanować. Nie trzeba rezerwacji ani playlisty. Wystarczy zacumować, wyjść na pomost i powiedzieć „dzień dobry”. Resztą zajmie się port.
Zdjęcie na okładce: NaCzarter.pl



