Zespół NaCzarter
Czego się nie robi na pokładzie?
Na pokładzie nie gwiżdże się, nie życzy „powodzenia”, nie wypływa w piątek i nie wraca po czapkę, która wpadła do wody. Przesądy żeglarskie zna każdy, kto spędził na wodzie choć jeden sezon, i prawie każdy ich pilnuje, choć nikt się nie przyzna, że wierzy. Prowadzę czartery w Giżycku od 25 lat i przez ten czas słyszałem na pomoście wszystko. Ludzi, którzy „w to nie wierzą”, ale pukają w drewno. Sterników, którzy śmieją się z Neptuna, ale nazwy jachtu by nie zmienili bez ceremonii. Nikt nie wierzy, wszyscy przestrzegają. No, do pierwszej flauty.
Nie gwiżdże się na pokładzie
Klasyk nad klasyki. Gwizdanie przyzywa wiatr, a na morzu wiatr przyzwany gwizdaniem podobno przychodził zawsze za mocny i zawsze z niewłaściwej strony. Druga szkoła mówi, że na okrętach gwizd był zarezerwowany dla gwizdka bosmańskiego, więc zakaz miał też czysto praktyczny sens. Tak czy inaczej: nie gwiżdże się. Na Mazurach ta zasada obowiązuje dokładnie do pierwszej flauty. Stoi taki jacht na środku Niegocina, żagle wiszą jak pranie, upał, i nagle cała załoga zaczyna gwizdać. Przy flaucie w gwizdanie nie wierzy nikt. Ale gwiżdżą wszyscy, bo a nuż zadziała. Czasem nawet działa, choć podejrzewam, że wiatr i tak by przyszedł.
„Stopy wody pod kilem”, nigdy „powodzenia”
Żeglarzowi przed rejsem nie mówi się „powodzenia”. To przynosi pecha, podobnie jak aktorom przed premierą. Zamiast tego życzy się „stopy wody pod kilem”. Na morzu to symbol. Na Mazurach bywa dosłowne: na niektórych podejściach ta stopa wody pod kilem to naprawdę wszystko, co masz. Kto raz „pomacał” mieczem dno przy wejściu w trzciny, ten wie, że to najpraktyczniejsze życzenie świata.
W piątek się nie wypływa
Stara tradycja morska: piątek to zły dzień na rozpoczęcie rejsu. Korzenie są religijne — piątek jako dzień ukrzyżowania uchodził za zły dzień na początek czegokolwiek, a na morzu pamiętano o tym najdłużej. Podobno marynarze potrafili odmówić wyjścia z portu, a armatorzy woleli przesunąć termin, byle nie zaczynać w piątek. Na Mazurach sprawa załatwiła się sama, bo czartery wydaje się w soboty. Neptun nie ma się do czego przyczepić. Jeśli płyniesz pierwszy raz i chcesz wiedzieć, jak taka sobota wydania jachtu wygląda krok po kroku, opisaliśmy to w poradniku o pierwszym czarterze.
Zmiana nazwy jachtu wymaga ceremonii
Neptun prowadzi rejestr i nie lubi, jak mu się w nim grzebie bez zapowiedzi. Zmiana nazwy jachtu bez ceremonii to proszenie się o kłopoty, tak przynajmniej mówi tradycja. Dlatego robi się z tego małe święto: żegna się starą nazwę, chrzci nową, coś się wylewa na dziób, ktoś wygłasza przemowę. Widziałem u nas w porcie ceremonię z dzwonkiem i polewaniem dziobu wodą prosto z Kisajna. Puryści powiedzą, że Neptunowi należał się szampan, ale podobno przyjął, bo jacht pływa do dziś i nic złego się nie dzieje. Papierologia w urzędzie trwała zresztą dłużej niż cała ceremonia.
Czapka za burtą zostaje w wodzie
Czapka, która wpadła do wody, należy już do jeziora. Taka jest zasada i lepiej jej nie łamać. Dyskusja zaczyna się, gdy to była ulubiona czapka. Parę lat temu jedna załoga na Kisajnie zawróciła po czapkę sternika. Manewr „człowiek za burtą” wyszedł im pięknie, czapkę wyłowili bosakiem za drugim podejściem. Problem w tym, że przy tym samym machnięciu bosak wyślizgnął się z ręki, nabrał wody i poszedł na dno, zanim ktokolwiek zdążył go złapać. Jezioro oddało czapkę, ale wzięło bosak. Bilans wyszedł na zero, a przesąd się obronił.
Prawą nogą na pokład i pukanie w drewno
Na pokład wchodzi się prawą nogą, lewa przynosi pecha. A jak ktoś powie na głos, że „pogoda się utrzyma”, to natychmiast puka w drewno. Na czarterowym jachcie jest z tym kłopot, bo maszt aluminiowy, więc puka się w stół w mesie albo we własną głowę. Podobno działa tak samo. Miałem stałego klienta, który przez lata powtarzał, że przesądy to bajki dla dzieci. Wielki racjonalista. Tylko że przez te wszystkie lata ani razu nie widziałem, żeby wszedł na pokład lewą nogą. Ani razu. Jak go pytałem, mówił, że tak mu po prostu wygodniej. Jasne.
„Kobieta na pokładzie przynosi pecha”: bzdura stara jak żagiel
Ten mit trzeba obalić raz a dobrze. Wzięło się to z czasów wielomiesięcznych rejsów i czysto męskich załóg: kobieta na pokładzie miała rozpraszać marynarzy, siać zazdrość i kłótnie, a przy okazji gniewać morze. Najlepsze, że ten sam folklor twierdził, że naga kobieta morze uspokaja — stąd rozebrane galiony na dziobach dawnych żaglowców. Przesąd z wbudowaną furtką, pisany ewidentnie przez samych marynarzy. Rzeczywistość na naszych pomostach wygląda tak: połowa najlepszych sterników, jakich widuję, to kobiety. Nieraz widziałem, jak sternik krzyczy, macha rękami i wchodzi w dalby bokiem, a jego żona spokojnie przejmuje ster, dwa ruchy i jacht stoi w miejscu. Jeśli kobieta na pokładzie przynosi pecha, to wyłącznie temu, kto się z nią ściga na regatach.
Skąd się wzięły przesądy i zwyczaje żeglarskie?
Większość tych przesądów i zwyczajów żeglarskich przypłynęła na Mazury z morza. Część, jak pukanie w drewno, jest starsza niż żegluga, ale to morze nadało jej rygor. Pokolenia żeglarzy przenosiły na jeziora szanty, zwyczaje i przesądy, które na oceanach miały setki lat. Morze było groźne i nieprzewidywalne, więc marynarze budowali sobie rytuały, bo jak człowiek się boi, to musi coś robić z rękami. Jezioro jest łaskawsze, ale rytuały zostały, bo są po prostu ładne. Kto chce poczuć, jak długo ta tradycja tu siedzi, niech zajrzy do wspomnień z dawnych czasów na Mazurach albo zobaczy, jak wyglądały Mazury sto lat temu. Na Omedze, legendzie polskiego żeglarstwa, uczyły się pływać całe pokolenia i razem z żeglowaniem przejmowały cały ten folklor.
Przesądy żeglarskie w pigułce
Wszystko powyższe w jednej tabeli, do zapamiętania przed rejsem.
| Przesąd | Skąd się wziął | Czy ktoś się tym przejmuje |
|---|---|---|
| Nie gwiżdże się na pokładzie | Gwizdanie przyzywa sztorm, mówili marynarze | Do pierwszej flauty. Potem gwiżdże cała załoga |
| „Stopy wody pod kilem” zamiast „powodzenia” | „Powodzenia” kusi los, jak u aktorów | Tak, i słusznie. Na Mazurach to życzenie bywa dosłowne |
| W piątek się nie wypływa | Piątek to dzień ukrzyżowania, pechowy też na lądzie | Na Mazurach soboty czarterowe załatwiają sprawę same |
| Zmiana nazwy jachtu wymaga ceremonii | Neptun prowadzi rejestr i nie lubi w nim zmian | Armatorzy tak. Urzędy jeszcze bardziej |
| Czapka za burtą zostaje w wodzie | Ofiara dla jeziora, żeby nie wzięło więcej | Do momentu, gdy to ulubiona czapka |
| Prawą nogą na pokład | Lewa strona od zawsze „pechowa” | Oficjalnie nikt. Nieoficjalnie wszyscy wchodzą prawą |
| Kobieta na pokładzie przynosi pecha | Męskie załogi, długie rejsy i przesąd z furtką (nagie galiony) | Nikt rozsądny. Połowa najlepszych sterników to kobiety |
Po co nam to wszystko?
Można się z tych zwyczajów śmiać i my się śmiejemy, najgłośniej sami z siebie. Ale jest w nich coś więcej niż folklor. Kiedy ktoś na pomoście mówi ci „stopy wody pod kilem”, to tak naprawdę mówi: uważaj na siebie, wracaj cały. Przesądy żeglarskie to nie zabobon. To sposób, w jaki ludzie wody mówią sobie, że im na sobie zależy. I dlatego, choć minęło 25 lat, wciąż nikomu przed rejsem nie powiem „powodzenia”. A jaki przesąd obowiązuje u was na pokładzie? Bo każda załoga ma swój, nawet jak nikt się nie przyznaje.
Najczęstsze pytania
Co znaczy życzenie „stopy wody pod kilem”? To żeglarska wersja „powodzenia”: życzysz komuś, żeby zawsze miał pod kadłubem dość wody i nie osiadł na mieliźnie. Na płytkich mazurskich szlakach, gdzie miecz potrafi pomacać dno przy trzcinach, bywa zaskakująco dosłowne.
Czy żeglarze naprawdę wierzą w przesądy? Oficjalnie nikt. W praktyce mało kto wejdzie na pokład lewą nogą, a „powodzenia” przed rejsem nie usłyszysz od nikogo, kto spędził na wodzie więcej niż jeden sezon. To bardziej tradycja i dobry obyczaj niż wiara.
Czego nie mówić żeglarzowi przed rejsem? „Powodzenia”. Zamiast tego życzy się „stopy wody pod kilem”. Znaczy dokładnie to samo, tylko po żeglarsku, i nikt się nie obrazi.
Czy można zmienić nazwę jachtu? Można, formalnie to kwestia dokumentów. Tradycja mówi jednak, że bez ceremonii pożegnania starej nazwy i chrztu nowej Neptun się pogniewa. Większość armatorów robi z tego małą uroczystość, bo to dobra okazja do spotkania przy pomoście.
Czy piątek to zły dzień na start czarteru? Według tradycji morskiej tak, w piątek się nie wypływało. Na Mazurach problem rozwiązuje się sam, bo czartery wydaje się w soboty. Neptun i grafik portowy są tu wyjątkowo zgodni.
Zdjęcie na okładce: NaCzarter.pl



