Zespół NaCzarter
· Zaktualizowano
W lesie pod Leśniewem, dwa kilometry na północ od jeziora Mamry, stoi betonowy kolos wysoki jak kilkupiętrowa kamienica. Nie prowadzi do niego żadna droga wodna. Nie przepłynęła przez niego ani jedna barka. Śluza Leśniewo Górne — największa z pięciu, które zostały po polskiej stronie Kanału Mazurskiego — od ponad osiemdziesięciu lat czeka na wodę, która nigdy nie nadejdzie. Trudno o bardziej przejmujący pomnik niespełnionych ambicji na Mazurach: wielki szlak, który miał połączyć Wielkie Jeziora z Bałtykiem, skończył jako ruina zarastająca mchem.
Zboże do Królewca, węgiel na Mazury
Pomysł był prosty i kuszący. Wielkie Jeziora Mazurskie leżały o krok od spławnych rzek Prus Wschodnich — wystarczyło przekopać się z Mamr do Łyny, a dalej Pregołą płynęło się już prosto do Królewca, największego portu regionu. Kanałem miały iść w dół zboże, drewno, żwir i materiały budowlane, a w górę — węgiel. Liczono też na spław drewna, a z czasem zaczęto rozważać wykorzystanie spadku wody do produkcji energii. Całość projektowano z rozmachem: dla barek o ładowności do 250 ton.
Pierwsze projekty powstały już w 1849 roku, kolejne w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku. Co ciekawe, zakładały one pochylnie — dokładnie takie, jakie do dziś działają na Kanale Elbląskim, gdzie statki „jeżdżą po trawie". Ostatecznie inżynierowie postawili jednak na klasyczne śluzy, tyle że o skali, jakiej Mazury nigdy wcześniej nie widziały.
Trzy podejścia, trzy katastrofy
Pruski Landtag zatwierdził budowę w 1908 roku. Roboty ruszyły w kwietniu 1911 — i już trzy lata później stanęły. Wybuchła I wojna światowa i plac budowy opustoszał; zdążono zaledwie rozpocząć prace przy dwóch śluzach. Front przeszedł przez te okolice, o czym opowiadamy szerzej w tekście o tym, jak wyglądały Mazury sto lat temu.
Drugie podejście przyszło około 1919 roku. Republika Weimarska wznowiła budowę jako roboty publiczne — kanał miał dawać pracę w zubożałym po wojnie regionie. Ten zryw zdusiła hiperinflacja 1922 roku: pieniądz, którym płacono robotnikom, tracił wartość szybciej, niż rosły nasypy.
Trzecia, największa faza trwała od 1934 do 1942 roku. III Rzesza znów potraktowała kanał jako narzędzie walki z bezrobociem i tym razem prace szły pełną parą — ukończenie planowano na maj 1941 roku. Wojna po raz drugi okazała się silniejsza od inżynierów. W 1942 roku budowę definitywnie porzucono, choć wykonano już około 90% robót ziemnych: koryto było wykopane na całej długości. Zabrakło tego, co najtrudniejsze — dokończenia śluz.
Po 1945 roku historia dopisała gorzką puentę. Granica ustalona w Poczdamie przecięła kanał mniej więcej na pół, między Polską a obwodem królewieckim. Szlak, który miał łączyć, sam został rozcięty — i to jeden z głównych powodów, dla których do budowy nigdy nie wrócono.

Pięćdziesiąt kilometrów, sto jedenaście metrów w dół
Kanał zaplanowano na około 50 kilometrów długości, a woda miała po drodze pokonać około 111 metrów różnicy poziomów — mniej więcej tyle, ile ma trzydziestopiętrowy wieżowiec. Do tego zadania przewidziano dziesięć śluz o komorach 45 na 7,5 metra.
Po polskiej stronie granicy zostało około 20 kilometrów kanału i pięć śluz:
- Leśniewo Górne — spad około 17 metrów, największa z całego kanału i najbardziej znana;
- Leśniewo Dolne — około 16 metrów, dziś mocno zarośnięta;
- Piaski (Guja) — około 11 metrów, jedyna w pełni ukończona śluza po polskiej stronie;
- Bajory Małe — około 10,5 metra, w gminie Srokowo;
- Bajory Wielkie (Długopole) — około 6,5 metra.
Pozostałe mniej więcej 30 kilometrów trasy i pięć kolejnych śluz leży dziś w obwodzie królewieckim, po rosyjskiej stronie granicy. Więcej szczegółów technicznych znajdziecie w haśle Kanał Mazurski w Wikipedii.
U-Booty w mazurskim lesie? To tylko legenda
Wokół tak niezwykłej budowli musiały narosnąć mity. Najżywotniejszy z nich głosi, że w kanale mieściła się tajna baza albo wręcz fabryka U-Bootów. Powiedzmy to wprost: to legenda, historycznie bezpodstawna. Kanał nigdy nie został napełniony wodą na całej długości, żaden okręt podwodny nie miał więc jak do niego wpłynąć — ani z niego wypłynąć. Opowieść jest barwna i chętnie powtarzana przy ognisku, ale ma tyle wspólnego z faktami, co mazurskie podania o topielicach. Prawdziwa historia — trzy dekady budowy rozbite o dwie wojny światowe i jedną hiperinflację — jest zresztą ciekawsza od zmyślonej.
Kanał dziś: szlak dla rowerzysty, nie dla sternika
Tu ważne zastrzeżenie, zanim ktoś zacznie planować rejs: Kanałem Mazurskim nie da się dziś płynąć. Nie jest żeglowny i nie jest udostępniony dla żeglugi — po polskiej stronie zarządzają nim Wody Polskie (RZGW). To atrakcja lądowa: spacerowa i rowerowa. I właśnie w tej roli działa znakomicie.
Najłatwiej dostępne jest Leśniewo Górne. Samochód zostawia się na parkingu przy drodze krajowej 650, a dalej idzie się około 500 metrów pieszo przez las. Wstęp jest wolny. Betonowa komora robi z bliska ogromne wrażenie — surowe ściany, głębia, cisza i drzewa wyrastające tam, gdzie miała płynąć woda. Bywa tu czynny park linowy, ale jego stan lepiej sprawdzić na miejscu. Leśniewo Dolne, kilkaset metrów dalej w dół dawnej trasy, jest mocno zarośnięte i przez to jeszcze bardziej „zaginione". Kto chce zobaczyć, jak kanał miał wyglądać naprawdę, powinien pojechać do Piasków koło Gui — tamtejsza śluza została ukończona w całości i jest jedyną kompletną śluzą po polskiej stronie.
Rowerzyści mają najlepiej: w pobliżu kanału biegną szlak Green Velo i Mazurska Pętla Rowerowa, a opis kanału i pobliskich szlaków rowerowych znajdziecie na stronie mazury.travel. Jednodniowa wycieczka od Leśniewa przez Guję po Bajory Małe to jedna z ciekawszych historycznych pętli w północnej części Mazur.
Jak dopłynąć najbliżej, czyli kanał z pokładu jachtu
Choć śluzy zwiedza się z lądu, sam początek kanału widać z wody. Szlak zaczyna się przy północno-zachodnim brzegu jeziora Mamry, w okolicy Mamerek — tych samych, w których mieściła się wojenna kwatera OKH, młodsza siostra Wilczego Szańca w Gierłoży. Mamry leżą na szlaku Wielkich Jezior, więc wlot kanału mija się dosłownie z pokładu. Do śluzy Leśniewo Górne jest stamtąd około 2 kilometrów — trzeba podejść lądem, ale to spacer, nie wyprawa.
Naturalną bazą wypadową jest Węgorzewo, najbliższe miasto i zarazem północny kraniec szlaku żeglownego. Stąd blisko też do Sztynortu i jezior Dargin oraz Dobskie, więc dzień „kanałowy" łatwo wpleść w dłuższy rejs po północnych Mazurach. Jeśli planujecie start właśnie z tej okolicy, sprawdźcie czarter jachtu w Węgorzewie.
Jest w tym wszystkim pewna symetria, którą warto zobaczyć na własne oczy. W Giżycku od ponad wieku pracuje most obrotowy nad Kanałem Łuczańskim — dowód, że pruscy inżynierowie potrafili budować rzeczy, które służą do dziś. Z Kanałem Mazurskim los obszedł się gorzej: projekt równie ambitny i równie solidnie policzony historia trafiała trzy razy z rzędu — wojną, inflacją i znowu wojną. Razem, pracujący most i milczące śluzy, opowiadają o Mazurach więcej niż niejedno muzeum.
Najczęściej zadawane pytania
Czy Kanałem Mazurskim można dziś płynąć jachtem? Nie. Kanał nigdy nie został ukończony, nie jest żeglowny i nie jest udostępniony dla żeglugi. Śluzy i koryto zwiedza się wyłącznie z lądu — pieszo lub rowerem.
Gdzie zobaczyć śluzy Kanału Mazurskiego? Najłatwiej w Leśniewie Górnym (parking przy DK650, potem ok. 500 m pieszo, wstęp wolny). Warto też odwiedzić Piaski koło Gui — jedyną w pełni ukończoną śluzę po polskiej stronie — oraz Bajory Małe w gminie Srokowo. Leśniewo Dolne jest mocno zarośnięte.
Dlaczego Kanał Mazurski nigdy nie został ukończony? Budowę rozpoczętą w 1911 roku przerywały kolejno: I wojna światowa, hiperinflacja 1922 roku i wreszcie II wojna światowa — w 1942 roku prace porzucono definitywnie. Po 1945 roku granica poczdamska przecięła kanał na pół, co ostatecznie przekreśliło powrót do budowy.
Jak daleko śluzy są od jeziora Mamry i szlaku żeglownego? Kanał zaczyna się przy północno-zachodnim brzegu Mamr, koło Mamerek — wlot widać z pokładu. Do śluzy Leśniewo Górne jest stamtąd około 2 km dojścia lądem. Najbliższe miasto i port to Węgorzewo.
Czy w Kanale Mazurskim była baza U-Bootów? Nie. To popularna legenda, ale historycznie bezpodstawna — kanał nigdy nie został napełniony wodą na całej długości, więc żaden okręt nie mógł do niego wpłynąć.
Kanał Mazurski najlepiej smakuje jako przystanek w rejsie: rano żagle na Mamrach, po południu spacer wśród betonowych kolosów, wieczorem cumowanie w Węgorzewie. Jeśli chcecie przepłynąć szlakiem, którym barki miały wozić zboże do Królewca — a przynajmniej jego żeglowną częścią — zajrzyjcie do naszej oferty i wynajmijcie jacht na Mazurach. Od kei w Węgorzewie do wlotu kanału pod Mamerkami jest ledwie kilka halsów.
Zdjęcie na okładce: Janericloebe / Wikimedia Commons (domena publiczna).



